Jasne że nie miałem żadnego pomysłu, gdybym tego nie powiedział, pewnie by nie poszła a ja musiałbym zrobić to, czego bym nie zrobił nigdy i by się wszystko wydało. Chłopaki wrócili po kilku chwilach.
- Gdzie ona jest? - spytał John ze złością.
- Sorki... - westchnąłem.
- Z ciebie to jednak ciota jest. - stwierdził i rozkuł kajdanki, złapał mnie za bluzę i przycisnął do ściany.
Uśmiechnąłem się lekko, ten spojrzał na mnie jak na kretyna. Chwyciłem w dłoń metalową rurkę która była koło mnie i walnąłem mu w głowę. Gdy upadł zakułem go w kajdanki i wyciągnąłem przez tylne drzwi, zapakowaliśmy go do auta i pojechaliśmy do nas.
- Przyciśnij go nieco bardziej, zacznie gadać, zdążyłem się przekonać. Wyśpiewa ci wszystko co chcesz. - powiedziałem cicho, tak żeby tylko ona mnie usłyszała, wycierając dłonią krew spod nosa.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz